Lazegi z Czarnego Szlaku to prawdziwi weterani gatunku okreslanego mianem poezji spiewanej. Chociaz sami niechetnie widza swoja tworczosc w takiej szufladce - twierdza, ze okreslenie to stalo sie zwyklym chwytem reklamowym, majacym za zadanie sprzedac jak najwiecej plyt Starego Dobrego Malzenstwa. Lazegi to autentyczne podziemie krainy łagodnosci - nie maja na koncie zadnego oficjalnego wydawnictwa, wsrod fanow zespolu kraza jedynie nagrania z wystepow festiwalowych, a takze (tych duzo wiecej) z ogniskowych jam sessions, z ktorych Lazegi słyna jak Bieszczady dlugie i szerokie. Nie spotkacie ich w duzych salach koncertowych ani snobistycznych klubach. Ale mozecie sie spodziewac ich napredce zaaranzowanego wystepu na polach namiotowych Wetliny, Ustrzyk Gornych czy Wilkowyji. LzSC nie graja dla pieniedzy i splendoru, ich muzyka jest dla prawdziwych wloczegow, umeczonych calodzienna wedrowka, ma przeniesc magie gorskich szczytow do ogniskowego kregu. "Kiedy Lazegi graja, mielonka smakuje jak kaczka nadziewana pomaranczami" powiedzial kiedys o zespole Krzysztof Mieszkowski, gitarzysta SDM.
Lazegi zalozylo dwoch gitarzystow: Jacek Maczkarski i Zbyszek Sapien-Wrotynski. Ten pierwszy pochodzi z Lichenia k. Konina, drugi urodzil i wychowal się w Niemirowku k. Zamoscia. Spotkali sie w 1987 w uniwersyteckiej lawie (obaj kontynuuja studia pedagogiczne na Wyzszej Szkole Pedagogicznej w Koszalinie). Szybko polaczyla ich podobna wrazliwosc i milosc do gor. Jacek i Zbyszek rozpoczeli proby - poczatkowo bardzo nieregularne. Z tego okresu pochodza najwieksze przeboje grupy: "Po prostu wyjedz w Bieszczady", "Wertepy (w dal)". Po debiutanckim wystepie w stolowce akademickiej (jeszcze jako "Jacek & Zbyszek") dolaczyl do nich Krzysiek Kley z Zielonej Gory, ktory od tego momentu jest perkusja Lazeg. Wkrotce panowie napotkali na swej drodze dwoch studentow Szczecinskiego Seminarium Duchownego: Remika Sierakowskiego i Dominika Waligore. Od tego momentu mozna mowic o Lazegach z Czarnego Szlaku. Chociaz pod ta nazwa wystapili dopiero w 1988 na festiwalu Bakcynalia w Lublinie. Tym wystepem zyskali sobie szacunek publiki i organizatorow. Od tego momentu Lazegi zaczynaja pojawiac na kazdej wazniejszej imprezie z poezja spiewana: Ogolnopolskim Festiwalu Piosenki Turystycznej „Kropka” w Głuchołazach, Ogólnopolskim Turystycznym Przeglądzie Piosenki Studenckiej „BAZUNA”, Ogólnopolskim Festiwalu Piosenki Studenckiej "Wiosenna Gielda Piosenki" w Siedlcach i wielu, wielu innych. Wszedzie skutecznie czarowali publicznosc swoimi wystepami, zabierajac ich w niesamowita wycieczke po gorskich szlakach. To chyba jedyny zespol, ktory potrafil festiwalowe sceny przeobrazic w ogniskowy krag i wywolac w kazdym sluchaczu niepowtarzalne poczucie wspolnoty i milosci. Po pierwszych sukcesach przyszla jednak refleksja - Jacek, Zbyszek, Krzysiek, Remik i Dominik coraz czesciej czuli sie jak maszynki zarabiajace pieniadze dla organizatorow festiwali. Im samym nigdy nie chodzilo o zarobek - jak mawia Jacek: „liczyl sie tylko ten moment, kiedy gramy proste A-dur, c-moll, G-dur i zaczynamy spiewac o tych najwazniejszych dla nas sprawach: milosci, przyjazni, lojalnosci, gorach. A ludzie chwytaja sie za rece i zaczynaja spiewac z nami. Pieniadze niszczyly magie, a to ona byla naszym celem”. Dlatego tez Lazegi przeniosly swoja dzialalnosc do podziemia. Poza sezonem grywaja w malych klubach calej Polski, od maja do polowy pazdziernika wedruja ze swoimi gitarami i grzechotkami od szczytu do szczytu. Wieczorem zawsze chetnie zaspiewaja „Wertepy” za puszke mielonki.
Muzycznie Lazegi - wbrew pozorom - nie ograniczaja sie do prostego, ogniskowego grania. Chociaz nigdy nie odzegnywali sie od swych korzeni, z czasem w ich kompozycjach zaczely pojawiac sie elementy folku. Wprawny sluchacz z latwoscia odnajdzie w ich piosenkach zbuntowany klimat pierwszych protest-songow. Lazegi mowia tez otwarcie o swych fascynacjach ruchem hippisowskim - w zestawie koncertowym pojawia sie chocby „Riders on the storm” The Doors, inne utwory niejednokrotnie koncza sie ekstatycznymi i niespodziewanymi solowkami, czasami Lazegi zapuszczaja sie w kompozycje rodem z płyt Velvet Underground. Lamia schematy, odwaznie eksperymentuja, ale na chwile nie zapominaja o najwazniejszym elemencie swych wystepow: magii.